Pierwszy raz z tenisem

Od czego zaczyna się moja przygoda z tenisem?

Odpowiedź jest bardzo prosta: od zbiegu okoliczności.

Przypadek? Nie sądzę 😉

Może to przeznaczenie?…

Wszystko zaczęło się rok temu, w majówkę. Wraz z moimi przyjaciółmi umówiliśmy się wspólnie na spędzenie sobotniego popołudnia. Nie mieliśmy żadnych konkretnych planów, a przynajmniej ja tak myślałam. Podejrzewałam, że będzie standardowo – wypad do kina, później piwko w pubie          i spacer po plaży. Możliwości było wiele.

Kiedy jednak wsiadłam już do samochodu, Arek zakomunikował mi: „Jedziemy na kort tenisowy do Gdyni”(www.bazasportgdynia.pl).

Moja reakcja nie była entuzjastyczna. I chyba nikt mi się nie dziwi, prawda? Z tenisem miałam zero wspólnego, grać nie potrafiłam, nie „jarało” mnie to.  Ze zrezygnowaniem i zwątpieniem przystałam jednak na tę propozycję.

Dotarliśmy do „Baza Sport Gdynia”.  Zauważyłam, że to przyjemne miejsce, ale wtedy nie przywiązywałam do tego większej wagi. Przebrałam się, weszłam na kort, dostałam do ręki rakietę tenisową i… stałam jak słup. Nie miałam pojęcia, ani jak trzymać rakietę, ani jak uderzać, nie wspominając nawet o zasadach gry. Grzesiek zaczął mi trochę tłumaczyć i pokazywać podstawowe ruchy. Coś zaczęło się dziać. Piłka poszła w ruch, zaczęła lecieć w moją stronę. Zamachnęłam się i…. nie trafiłam.  Jednak tak mnie zirytowało moje chybienie (należę do osób ze skłonnościami do perfekcji), że całą moją uwagę i skupienie poświęciłam tej małej piłeczce, którą chciałam tak bardzo odbić!

Udało mi się! Za czwartym razem. Jednak uwierzcie mi, moja satysfakcja była tak ogromna, gdy widziałam, jak piłka szybuje tak wysoko, wysoko… Może nie spadła tam, gdzie miała, ale leciała! 😉

Po mojej pierwszej udanej próbie jeszcze godzinę wymachiwałam rakietą i mimo zmęczenia, dawno nie czułam się tak zrelaksowana. Wiedziałam, że to nie był mój pierwszy i ostatni raz. 😉

W taki oto sposób rozkwitła moja miłość do tenisa. 

Miłość-do-tenisa

Od czego zacząć?

Kiedy po „moim pierwszym razie” z tenisem byłam już pewna, że to będzie dłuższa relacja, stanęłam przed bardzo ważnym (dla każdego początkującego sportowca) dylematem: OD CZEGO ZACZĄĆ?

Ja zaczęłam najprościej, czyli od rozmowy z Grzesiem i Arkiem. Na pytanie: „Za co się najpierw zabrać?”, dostałam bardzo szczegółowe odpowiedzi, jednak… nie usatysfakcjonowały mnie one. Nie chcę tu uwłaczać moim kolegom, jednak patrzyli oni z innego niż mój punktu widzenia – męskiego. 😉 Zaczęli mówić o rakiecie: jakiej firmy, z jakiego materiału, gdzie kupić. Ja jednak zaczęłam od podstawy (dla pań będzie to oczywiste), czyli od stroju. 🙂

Kobiety mają tę cechę, że trenując jakikolwiek sport – czy biegi, czy siatkówkę, czy zumbę, czy pilates, chcą po prostu wyglądać ładnie (a przynajmniej na tyle, na ile jest to możliwe). Mimo wielkich wypieków na twarzy, litrów spływającego potu, można wyglądać atrakcyjnie. Dziwne? Nie!!!

Kort tenisowy jest ku temu wyjątkowym miejscem, bo i stroje do gry w tenisa są genialne!

W kolejnym wpisie zaprezentuje wam kilka ciuszków, które podbiły moje serce i zajęły w nim miejsce na dobre. Udowodnię Wam, że sport jest sexy! 🙂

To dopiero początek!

Witajcie:)

To mój pierwszy post na moim nowym, pierwszym blogu. 🙂

Zastanawiałam się, co powinnam umieścić jako pierwsze i, koniec końców, nie będę oryginalna – napiszę słów kilka o sobie. 🙂

Jestem Asia, mam 23 lata, studiuję na AM, mieszkam od dziecka w Gdyni i całym sercem kocham to miasto. Co jeszcze o mnie? Nie cierpię nudy! Zawsze było mnie pełno, aktywnie spędzałam swój czas już od dziecka. Taniec, śpiew, sport, zabawy… Kto tego nie lubi? 😉

Jednak blog ten chcę w głównej mierze poświęcić jednej z moich pasji. Tej najświeższej, ale najmocniejszej z wszystkich, które odkryłam… Zastanawiacie się, czym ona jest? Odpowiedź jest prosta – to tylko (i aż!) jeden wyraz:

TENIS

Nigdy nie pomyślałabym, że jakikolwiek sport może mnie tak zafascynować ( a uwierzcie mi, wiele dyscyplin już testowałam;).

Chcę opisywać tutaj moją przygodę z tenisem, to, jak się rozwijam, to , co czuję, miejsca, w których trenuję. Który sprzęt wybrać, których technik używać…. Czyli mój gdyński świat na korcie!

Zaglądajcie jak najczęściej, bo będzie się działo, gwarantuję Wam! 🙂